sobota, 31 marca 2012

Rozdział 2


~ Iza ~
Jak dobrze że zdążyłyśmy. Trzeba było słuchać się Kamili a nie Baśki, ona zawsze coś odpali, ale za to ją lubimy. Przynajmniej mamy jakieś przygody. Na początku gimnazjum jej nie lubiłam. W sumie to nawet nie wiem czemu. Wydawała się być cicha i nieśmiała. To się zmieniło dość szybko, okazało się że Basia nikogo nie znała z klasy i czuła się trochę nie swojo. Ona też mnie na początku nie lubiła. Ale to dzięki rolkom a potem One Direction dopełniło naszą przyjaźń. Okazało się że słuchamy tej samej muzyki i obydwie lubimy jeździć na rolkach, no i Londyn, to był nasz główny cel życia. Skosztować życia w wielkim mieście. Londyn w porównaniu tam gdzie obecnie mieszkamy to Narnia ! Z Kamilą zaprzyjaźniłyśmy się trochę inaczej sama już nie wiem jak, tak samo z siebie. Było to chyba wtedy jak pokłóciłam się z moimi byłymi kumpelkami, więc dołączyłam do niej i jej psiapsiółek do których należała również Baśka i tak o to my trójka muszkieterów, tylko pozbawiono nas mieczy i takich fajnych kapeluszy z kolorowymi piórkami. Moje wspomnienia przerwała pani w niebieskiej sukience a raczej mundurku komunikując o zapięciu pasów. Tak też zrobiłyśmy jak na rozkaz. Nagle poczułam gdy ktoś szturcha mnie w ramię.
- Boję się samolotów- powiedziała Basia robiąc duże oczy.
-Spokojnie, katastrofy zdarzają się co tysiąc lat.
- Uff! To dobrze, bo katastrofa pod Smoleńskiem była 3 lata temu wiec nic się stanie- cicho się zaśmiała na co ja się uśmiechnęłam
Samolot zaczął startować.
- Londynie nadchodzimy !- krzyknęłam na co wszyscy z samolotu się na mnie dziwnie spojrzeli.
~ Basia ~
Usłyszałam głośny ryk silnika. Siedziałam między dziewczynami, więc szturchnęłam je i powiedziałam cicho
- Boję się- po czym udałam płacz.
Później tylko siedziałyśmy cicho, kiedy samolot rozpędził się krzyczałyśmy.
- Ty uhuhuh wow- i wydawałyśmy inne dźwięki, nie ważne.
Gdy samolot znalazł się nad chmurami mogłyśmy już odpiąć pasy, ale ja nie odpięłam bo bałam się, że wypadnę z fotela
- Weź się wyluzuj, jak będą turbulencję to Ci powiedzą żebyś się zapięła- uspokajała mnie Iza
- Noo, a tym czasem opowiedz nam swój sen- uśmiechnęła się Kamila
Opięłam więc pasy, sięgnęłam po paczkę chipsów, która walała się po mojej torbie otworzyłam ją i zaczęłam opowiadać.
- No więc, byłyśmy z Izką na moście i przyszły Zombie. Przestraszyłyśmy się i zaczęłyśmy uciekać drugim zejściem. Ja leciałam tak co pięć schodków i w pewnym momencie odwróciłam się, żeby zobaczyć gdzie ty jesteś- zwróciłam się do Izy która nie próbowała nawet powstrzymywać śmiechu, bo wiedziała, że nie da rady.- I zobaczyłam że zwisasz na sznurówkach do góry nogami zaczepiona o barierki.- Wtedy zobaczyłam że Kamila zaczęła się histerycznie śmiać- Potem podszedł do mnie jeden z Zombie i spytał że mam chłopaka, powiedziałam „tak” a on na to „aha” i odszedł sobie, -a ty- znów zwróciłam się do Izy- powiedziałaś ,, miły pan” ciągle wisząc. A potem się obudziłam i zaczęłam głośno śmiać. Wtedy poczułam uderzenie w głowę


- Ała!- wrzasnęłam i obróciłam się do tyłu
To jakiś starszy człowiek mnie uderzył parasolką
-No co pan!
Wtedy ten staruch wstał i jeszcze raz mnie uderzył. Kamila i Iza zaczęły się śmiać, a potem też oberwały parasolką. Spojrzałyśmy się wszystkie złowrogo.
-Ale pan nieuprzejmy, wali pan niewinne dziewczynki- rzekła Kama
- Niewinne ?- zaśmiał się coś a’la Św. Mikołaj, ale takiego co przynosi rózgi pod choinkę.- Śmiejecie się na cały samolot, nie można nawet spokojnie się zdrzemnąć, rodzice was nie wychowali- dokończył.
Nie wytrzymałam, jak on śmiał tak o nas mówić, wzięłam torebkę Izki i zaczęłam go lać gdzie popadnie. Nie były to mocne uderzenia, bo chciałam się wysilać na takiego irytującego starca siódme poty wyciskać. Jednak nie był to dobry pomysł, bo zaraz stewardesy się zleciały i nas rozłączyły, a potem musiałam się przesiąść od tego dziada. Usiadłam koło jakiejś pani, która spał i chrapała , do tego pluła gdzie popadnie. Włożyłam słuchawki do uszy, a po chwili sama zasnęłam.
~ Kamila ~
Nie mogę z tego staruszka i z Baśki jak zaczęła go walić torebką. Przez resztę lotu nic się nie stało, nie było żadnych turbulencji ani katastrofy. Iza miała rację to zdarza się na tysiąc lat. Kiedy wysiadłyśmy z samolotu i wzięłyśmy bagaże, Michał z Matt’em już na nas czekali. Michał to kuzyn Basi, a Matt to jego szef u którego mieszka. No i my u niego przez te dwa miesiące zatrzymamy. Podobno Matt należy do zamożnej rodziny i ma duży dom z wielkim ogrodem i swoje służące. W końcu prowadzi najpopularniejszy sklep w Londynie z pamiątkami. Na lotnisku nie mogliśmy ich znaleźć, gdyż był taki tłok, że Basia myliła się co chwila z różnymi osobami biorąc ich za swojego kuzyna. No ale w końcu zobaczyliśmy rudego wysokiego chłopaka o drobnej posturze i nie co grubszego pana pozbawionego włosów na głowie, wyglądał na czterdziestolatka może trochę mniej, ale coś koło tego.
-To oni !- krzyknęła  Basia pokazując palcem właśnie na tych dwóch mężczyzn. Podeszłyśmy do nich  i przywitałyśmy ich uściskiem dłoni to znaczy ja i Izka, bo Baśka rzuciła się im na szyję. W końcu Michał to jej rodzina którego nie widziała od roku
Od teraz trzeba będzie przestawić się na angielski, ale to nie szkodzi ponieważ  znamy go perfekcyjnie  i nie sprawia nam to żadnego problem  z porozumiewaniu  się z obcokrajowcami. Przedstawiłyśmy się, miał trudność wymówieniu mojego imienia ale po kilku próbach udało mu się wysłowić.
- Jak wam minął lot- spytał Matt
- Mieliśmy kilka zakłóceń- powiedziała Iza
- U a jakie ? – wyrwał Michał
- Taki jeden staruszek zaczął nas bić parasolką i musiałam się przesiąść- rzekła Basia tupiąc nogą .
- No i byśmy spóźniły się na samolot, ciekawe przez kogo…- spojrzałam sarkastycznie na Baśke a ona na to.
- To może już chodźmy, zimno tu- zaczęła nas pchać w stronę wyjścia.
~ Iza ~
Po dwóch godzinach znalazłyśmy się w domu. Był przepiękny, tak strasznie duży. Oprowadzanie nas po nim zajęło 15 minut. Mnie z Basią najbardziej zainteresowała kuchnia a dokładnie lodówka, ale Kamila na powstrzymała mówiąc, że to tak nie ładnie. Na końcu znalazłyśmy się w naszym pokoju. Był większy niż moje mieszkanie, a to był tylko pokój z łazienką. Na jednej ze ścian stały trzy łóżka, a przy łóżkach nocne szafeczki, na środku stała biała kanapa i śmieszne kolorowe materace a pod nimi  różowy puchaty  dywan okrywający  jasno brązowy parkiet z lekkim połyskiem. W rogu stał duży telewizor i jakieś różnie dekodery. Było jeszcze dużo innych bajerów i gadżetów, ale tak dużo że nie chcę mi się wymieniać. Wydawało się że ten pokój był specjalnie dla nas zaprojektowany.
To gdzie idziemy ? –spytałam
- Nie wiem- powiedziała Kamila- ale możemy spytać Michała co jest tu ciekawego do zobaczenia.
Mam pomysł- westchnęła marzącą Basia.
-Możemy iść na plac Big Bena  ale na rolkach- rzekła wyciągając swoje śmieszne niebieskie rolki  w kształcie trampka. To prawda my nie ruszamy się bez rolek.
Okej !- wrzasnęłyśmy razem z Kamą, wzięłyśmy rolki i wybiegłyśmy przed dom na samych skarpetkach biegając i skacząc, przyśpiewując sobie piosenki. I o to my i nasze odpały ! Basia zaczęła robić jakieś fikołki na trawie chociaż mówiła że to gwiazdy. Kamila za to wybiegła na ulicę i zaczęła tańczyć. Uff !! Na szczęście nie była to za ruchliwa uliczka. No, a ja zostawiłam rolki na trawie i wskoczyłam do basenu w ubraniach a dziewczyny za mną. Na skutek hałasu jaki zrobiłyśmy wyszedł Matt i rzekł.
-Co wy robicie ?
- Cieszymy się – pisnęłam bez zastanowienia.
- Ale z czego ? – spytał zdziwiony.
- Z życia Matt ! Z życia !- powiadomiła go radośnie blondynka, na co on się zaśmiał  i sam wskoczył do wody. Nie wiedząc kiedy przyłączył się Michał i o to oficjalnie rozpoczęcie wakacji. Wyszłyśmy z wody całe przemoczone i poszłyśmy się przebrać w suche ubrania.
- I tak musiałam się przebrać, za gorąco by mi było- powiedziała wesoło Basia na co ja ją poparłam .
Ubrałam zielone shorty na szelkach i białą bluzkę z uśmiechniętą marchewką i napisem ,, I'm carrots". Do tego spięłam włosy w kucyka, zostawiając swobodnie opadającą grzywkę. Za to Kama ubrała dżinsowe  spodenki do kolan i ciemną ale za to wyrazisto różową bokserkę przy czym zostawiła rozpuszczone włosy. Basia natomiast  ubrała czerwone shorty  i luźną żółtą bluzkę z  napisem ,,I food" była za duża i ledwo co widać było te spodenki. Związała włosy w luźnego koka przysłaniając pomarańczowymi okularami. Poprawiłyśmy makijaż, był mocny, ale bez przesady, nie jesteśmy plastikami. Zeszłyśmy na dół, zakomunikować że wychodzimy.
-Tylko się nie zgubcie !- ostrzegł nas a zaraz spytał czy mamy jego numer  telefonu. My pokiwałyśmy twierdząco głowami i poszłyśmy po rolki do ogrodu.
Na londyńskich chodnikach, jeździło się tak lekko i swobodnie, że czuło się jak na butach. 






Dzięki za komentarze, przy tamtym rozdziale. Miło z waszej strony.

6 komentarzy:

  1. Super < 3 Czekam na chłopaków :) Niech zgadnę : Iza bd z Louisem, Basia z Niallem, a Kamila z Harrym? ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne ! <3 Ale dajcie już chłopaków :D:D Chciałam o tych parach napisać to co One Directionerka, ale już nie musze ;]
    Rozdział jest super i czekam na NN ! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny rozdział :)
    Zapomniałyście napisać, że Wam lekko pomogłam, ale nieważne.
    Czekam na kolejny, zamieśćcie dziś! :*
    Hahah Fake Love :P To będzie świetne.

    OdpowiedzUsuń
  4. PS Nie idę dziś do szkoły, tak jak Sandra. Stefcia będzie sama :/ xD

    OdpowiedzUsuń